Tak, ja żyję. Szok, no nie?
Szczerze mówiąc, jak odzyskałam login i hasło na tego bloga (które zapomniałam jakieś pół roku temu, brawo ja...), to miałam zamiar wejść tu tylko po to, by go skasować. Myślałam, że już dawno nikt tu nie zaglądał, ale miło się rozczarowałam, widząc komentarze z maja i czerwca. No i tak wpadło mi na myśl, że może jednak warto dokończyć tą historię tak, jak obiecałam. Bo obiecywałam nie raz i nie dwa, że nie odpuszczę tego opowiadania, dopóki nie doprowadzę go do końca. Głupio byłoby nie dotrzymać obietnicy...
Tak więc informuję, że wracam! Będę zarywać noce, chodzić nie wyspana do pracy, ale wracam i dokończę. Postaram się w ciągu tygodnia, góra dwóch wrzucić jakiś świeży odcinek :).
Trzymajcie się chłodno! (bo ja cała spływam z tego gorąca :/)